testowe Fotografowanie ptaków drapieżnych - tajemnica stogu siana.
Fotografowanie ptaków drapieżnych nie jest rzeczą prostą. Ważne jest, aby mieć dobra kryjówkę. Dariusz Dura opowiada jak "podchodził" jastrzębie: ..."za czatownię posłużył mi stojący obok kępy wysokich drzew stóg sprasowanego siana. Ukrycie miało jednak swoje minusy"...
Penetrując z aparatem fotograficznym okolice starego lotniska, na którego skraju powstał ośrodek hippiczny, zauważyłem nagle ruch dużych ptaków. Z początku wydawało mi się, że widzę myszołowy, ale gdy spojrzałem przez lornetkę okazało się, że to jastrzębie.
![]() Zdziwiłem się, gdyż dość rzadko widuje się te drapieżniki w otwartym terenie. Nie chcąc ich płoszyć, przepatrzyłem teren w pobliżu i znalazłem miejsce na idealną kryjówkę. Niedaleko od kępy wysokich drzew stały ponad 7-metrowe stogi z kostek prasowanego siana. Po nich, jak po schodach, można było spokojnie wdrapać się prawie na szczyt, by tam dyskretnie urządzić kryjówkę. Oczywiście najpierw uzyskałem na to zgodę właściciela terenu. On też trochę fotografował, więc obiecał sobie, że sam później wykorzysta moją czatownię. ![]() Jej ogromną zaletą było to, że z wysokości ok. 4 metrów miałem bezpośredni widok na łąkę, na której polowały jastrzębie, i na kępę drzew. Byłem całkowicie niewidoczny, a wygląd stogu siana nie zmienił się. W środku było względnie ciepło, ponieważ wnętrze wyłożyłem płytami sklejki. Nawet gdy poruszałem się trochę, na zewnątrz nie było słychać żadnych niepokojących dźwięków. Kryjówka miała też jednak swoje minusy. Po pierwsze: siedziało się w niej w bardzo niewygodnej pozycji. Po drugie: para z mojego oddechu skraplała się i cały czas walczyłem z zaparowanym wizjerem aparatu. Po trzecie: było duszno, ciemno i nie oszukujmy się - nudno. Miałem więc włączoną przez cały czas latarkę diodową, a w uchu słuchawkę od kieszonkowego radia. Obserwując, przesiedziałem tak bez przerwy 12 godzin, co jakiś czas popijając z termosu kawę. ![]() W pierwszym dniu czatowania fotografowałem jedynie ok. godziny, i to wcale nie jastrzębie! Otóż naprzeciw, na szczycie sąsiedniej kopy sprasowanego siana, przysiadał co kilkadziesiąt minut piękny sokół. Widziałem, że jastrzębie chciały go zaatakować, ale nie mogły go dogonić. Sokół ścigał wróblowate ptaszki, uderzał je szponami i strącał na ziemię. Potem swą zdobycz przenosił na szczyt sąsiedniego stogu, na wprost mojego wycelowanego obiektywu. Zmierzyłem po zdjęciach, z jakiej odległości go fotografowałem - równo 24 m. Zdjęcia wyszły perfekcyjnie. To dobrze świadczy o jakości Nikkora AF-S 300mm f/4, a także o moim starym telekonwerterze 2x Vivitar. Jastrzębie zaś, tylko obserwując, pozostawiłem na dzień następny. ![]() Aby jednak sfotografować je w odpowiedniej perspektywie, musiałem się przenieść do drugiej czatowni, tym razem u podnóża stogu. Bowiem jastrzębie polowały (na pewno się zdziwicie!) na krety! Z drzew obserwowały, jak rosną nowe kopczyki świeżej ziemi. Po cichu, poziomym lotem, szybowały do takiego kopca, i wbijając szpony w miękką ziemię gwałtownie wydobywały kreta na powierzchnię. Z tego, co udało mi się dojrzeć, wiem że ginął w wyniku szarpnięcia dziobem za kark. W mojej nowej kryjówce było już wietrzenie - przeciągnąłem między kostkami siana dwie giętkie rury, używane w odkurzaczach. I rzeczywiście - panujący tam do tej pory zaduch zniknął i wizjer mojego F90X już nie parował. Ale za to po kilku godzinach siedzenia bez ruchu w wąskiej strudze lodowatego powietrza zdrętwiałem z zimna. Poza tym czułem się trochę niepewnie, bo szalowanie stropu czatowni robiliśmy w nocy i w pośpiechu. Gdyby nie wytrzymało, mogłoby się zwalić na mnie kilka ton sprasowanej słomy. ![]() Mając przy sobie telefon komórkowy mogłem łączyć się z żoną, i gdy już nie mogłem dłużej wytrzymać, prosiłem o chwilę oddechu na zewnątrz. Żona w towarzystwie dwóch znajomych podchodziła do stogu, dyskretnie wypuszczała mnie z ukrycia, i razem spokojnie odchodziliśmy. Gdy odpocząłem, podchodziliśmy ponownie do stogu. Ja dyskretnie chowałem się w kryjówce, a oni spacerkiem oddalali się. Jastrzębie pilnie to obserwowały z drzew. Gdy niebezpieczeństwo się oddaliło, znów wracały do polowania na krety. Po uśmierceniu zdobyczy przez kilka minut oskubywały ją z sierści. Potem połykały w dwóch-trzech kawałkach. Nie był to widok zbyt estetyczny, ale przeżycia miałem niezapomniane! Zużyłem 12 rolek filmu (mojej ukochanej Fujichrome Superia 400). Jastrzębie, podlatując do krecich kopców, leciały przez pewien czas poziomo. To umożliwiło mi wykonanie ich zdjęć w locie. Przypominam, że dysponując zestawem o łącznej ogniskowej 600 mm można uzyskać satysfakcjonujący nas efekt tylko przy użyciu statywu! Zapomnijmy o fotografowaniu z ręki! Dzięki ułożyskowanej głowicy płynnie prowadziłem za drapieżnikiem teleobiektyw. Najlepszy efekt osiągałem przy czasie otwarcia migawki 1/800 s. Drapieżnik był wtedy ostry i nieporuszony, a tło lekko rozmazane. Sprawdzała się tu znakomicie przerobiona głowica od drewnianego statywu firmy Wolf z założoną głowicą wideo Manfrotto i wpięty w to (na długiej płytce-szybkozłączce) zestaw: aparat fotograficzny, telekonwerter i teleobiektyw. Do dolnej części kolumny głowicy (za pomocą obejmy od lusterka rowerowego) założyłem klips, przymocowany do zwisającej w dół pętli ze skórzanego pasa. Aby zapewnić stabilność statywu, w tę pętlę wsunąłem na czas zdjęć wypełniony luźno piaskiem podłużny worek, (mogą to być związane ze sobą dwie reklamówki z ziemią). Taki balast, zwisający po obu stronach pętli w osi głowicy statywowej, dociąża cały statyw, a przez swą bezwładność praktycznie likwiduje drgania mogące generować się przy poruszaniu aparatu i teleobiektywu. Czas 1800 s, przy sumarycznej przysłonie f/8 mojego zestawu, był możliwy do uzyskania jedynie wtedy, gdy słońce bezpośrednio oświetlało lecącego drapieżnika. Bo gdy już wylądował, udawały się nawet zdjęcia robione przy czasie 160 s (oczywiście cały czas ze statywu). W obu czatowniach (górnej i dolnej) spędziłem w sumie trzy dni. Po powrocie do domu, oglądając już gotowe zdjęcia, pomyślałem, że jednak opłacało się trochę poświęcenia. Kryjówek nie zlikwidowałem. Będzie się o nie troszczyć właściciel stogów i pola. Dariusz Dura (artykuł opublikowany w Foto-Kurierze 8/2005) data dodania: 23-10-2012
godzina dodania: 17:13
odsłon: 10041
powrót na stronę główną »
Komentarze
sortuj według daty: rosnąco | malejąco Tak , cierpliwość to najlepsza nagroda dla fotografującego...
Bardzo dobry, interesujący i pouczający artykuł! Podziwiam pomysły i zapał. Piękne zdjęcia:)
Zobacz także:
Klauzule informacyjne na gruncie RODO - zakres i przykładowa treść klauzuli - artykuł z Foto-Kuriera 10/18
![]() Nikkor Z 24-105 mm f/4-7,1 Nikon, 9 stycznia, poszerzył ofertę pełnoklatkowych obiektywów z serii Z o nowy model - Nikkor Z 24-105 mm f/4-7,1. To lekka konstrukcja formatu FX o dużym zakresie ogniskowych. Szczyci się zakresem ogniskowych od szerokiego kąta do średniego teleobiektywu i świetną ostrością.
![]() Wydanie specjalne APARATY FK 2/25 dostępne w 214 salonach EMPIK - sprawdź gdzie jest najbliższy salon z wydaniem Wydanie specjalne APARATY FK 2/25, oprócz tajnych salonów zaopatrywanych przez firmę Kolporter S.A. (w tym salonów InMedio i RELAY) dostępne jest w 214 salonach EMPIK - sprawdź gdzie jest najbliższy ciebie salon EMPIK z wydaniem specjalnym Foto-Kuriera 2/25 APARATY. Specjal dostęny jest we wszystkich najlepszych salonach prasowych w Polsce. ![]() LK Samyang AF 16 mm f/2,8 P FE 15 lipca 2025 r. na rynku zadebiutował LK Samyang AF 16 mm f/2,8 P FE. To kolejnak konstrukcja powstała pod nową marką LK Samyang. Pomimo niewielkich wymiarów, obiektyw ma charakteryzować się imponującą wydajnością. Poza szerokim kątem widzenia jego istotną cechą jest MOD wynoszący zaledwie 12 cm, który umożliwia wykonywanie fotografii zbliżeniowej za pomocą aparatów z... Strona została zoptymalizowana w przeglądarkach: Mozilla Firefox > 3, Chrome, Internet Explorer > 7 oraz Opera. Polecana rozdzielczość ekranu 1280 x 1024 Polityka plików cookies | |
||||||||